Korzystając ze strony akceptujesz politykę cookies.

reklama

15 lat Ortiza w UFC i MMA. Z tej okazji wywiad z Tito raz jeszcze

15-lat-ortiza-w-ufc-i-mma-z-tej-okazji-wywiad-z-tito-raz-jeszcze

Piętnaście lat temu, 30 maja 1997 roku, Jacob Christopher "Tito" Ortiz (16-10-1) zadebiutował w MMA i UFC (podobnie zresztą jak Randy Couture). Od tamtej pory Tito nie zmienił ani profesji, ani federacji. Teraz przymierza się do ostatniego pojedynku w karierze.

- Musisz być mądry, nie możesz być tylko walącym na oślep głupkiem. Musisz ciągle myśleć, jak podejść przeciwnika. Mnie się to udawało - opowiadał w rozmowie z Jackiem Adamczykiem (Orange sport) legendarny wojownik MMA. Wywiad został przeprowadzony przed UFC on FUEL TV 2, Tito był gościem honorowym sztokholmskiej gali. Rozmowa miała niedawno swoją premierę na antenie telewizji Orange sport, my na portalu MMAnia.pl też już prezentowaliśmy jej zapis. No ale skoro obchodzimy taką rocznicę, to przypominamy ją raz jeszcze.

Jacek Adamczyk (Orange sport): Byłem na Twoim spotkaniu z fanami w sztokholmskiej Globe Arena przed UFC on FUEL TV 2. To było duże przeżycie. Okazało się, że jesteś nie tylko świetnym wojownikiem, ale także showmanem.

Tito Ortiz: To część tego sportu. Musisz być dostępny dla kibiców. Jeśli zaniedbujesz spotkania z nimi, jesteś tylko zwykłym zawodnikiem. No więc spędzam dużo czasu z fanami, robię sobie z nimi zdjęcia, rozdaję autografy. Staram się każdemu z nich poświęcić swój czas.

Obawiasz się niewygodnych pytań od kibiców?

Tito Ortiz: Nie, zresztą chętnie odpowiadam na wszystkie. Chcę wyedukować kibiców, by poznali co to jest UFC i wiedzieli, jakimi jesteśmy ludźmi. Powinni zdawać sobie sprawę, że nie wchodzimy do klatki, by się pozabijać. My ciężko pracujemy!

Pod koniec spotkania w Sztokholmie jeden z fanów rozmawiał z Tobą na temat Twoich włosów. To było bardzo zabawne.

Tito Ortiz: Owszem, i ja się uśmiałem.

Twoja kariera powoli zmierza ku końcowi.

Tito Ortiz: Pozostał mi już tylko jeden pojedynek, 7 lipca 2012 roku. Walczę od piętnastu lat. W UFC osiągnąłem wszystko, co było do osiągnięcia. Przez prawie 4 lata byłem mistrzem wagi półciężkiej. Pięć razy broniłem tego tytułu, częściej niż ktokolwiek w historii. Mam mnóstwo rekordów. Najwięcej walk z rzędu stoczonych w oktagonie oraz najwięcej mistrzowskich rund na koncie - w sumie 28. Wiele zrobiłem. Otworzyłem swoją firmę odzieżową "Punishment Athletics", linię odżywek "Punishment", w Stanach mam też swoją siłownię. Liczę na to, że rozwinę swoje marki na całym świecie.

Swoją przyszłość wiążesz więc z MMA.

Tito Ortiz: Najprawdopodobniej z MMA, a przynajmniej z samym UFC. Może będę grał też w filmach?

W filmach już grywałeś...

Tito Ortiz: Właśnie. Nie wiem dokładnie, co się wydarzy w przyszłości. Teraz przygotowuję się na 7 lipca do walki z Forrestem Griffinem. Zobaczymy, co będzie później.

To będzie Twoja trzecia walka z Griffinem.

Tito Ortiz: Tak, trzecia.

Dwie poprzednie przeszły do legendy MMA.

Tito Ortiz: W pierwszej ja wygrałem niejednogłośną decyzją, w drugiej on wygrał niejednogłośną decyzją. Trzecia i ostatnia walka będzie więc niesamowitym wydarzeniem.

Ja nie mogę się już jej doczekać.

Tito Ortiz: Ja też nie!

Co dla Ciebie znaczy ta walka?

Tito Ortiz: Chciałbym go znokautować i zapewnić fanom dobre widowisko. Ci, co płacą za pay-per-view, dostaną wszystko to, czego oczekują i na co wydali swoje pieniądze. Wyjdą z tego trzy rundy, albo szybki nokaut. Rzucę się na niego.

W czasie swojej kariery biłeś się z najlepszymi wojownikami MMA.

Tito Ortiz: Z wszystkimi najlepszymi!

Walczyłeś z Kenem Shamrockiem, Randym Couturem... Która z tych walk była dla ciebie najważniejsza?

Tito Ortiz: Zdecydowanie pojedynek z Shamrockiem. Bo wówczas obroniłem swojego mistrzowskiego pasa i bardzo dużo osób obejrzało nasz pojedynek na pay-per-view. Każdy chciał to zobaczyć. Nie lubiliśmy się.

No tak. I dlatego nie tylko się biliście.

Tito Ortiz: Owszem, powyzywaliśmy się przed walką. Chciałem mu zajść za skórę, by go zdekoncentrować.

Co powiesz o Randym Couturze?

Tito Ortiz: To jedna z legend MMA. Podziwiam go. To on odebrał mi mój tytuł. Stało się tak chyba dlatego, że za bardzo go podziwiałem. Dużo zrobił dla UFC. Obaj zaczęliśmy kariery tego samego dnia, podczas UFC 13. Ale ja wciąż jeszcze jestem czynnym zawodnikiem, mam w sobie więcej ducha walki.

Myślisz o końcu kariery, ale w MMA i UFC pojawili się następcy Twojego pokolenia zawodników.

Tito Ortiz: To prawda. Tkwię tu 15 lat i widzę, jak dojrzewa młodzież. Jest wielu chłopaków w wieku 23-24 lat. W tej grze musisz być młody. Czas nas, starszych wojowników, nie minął może jeszcze bezpowrotnie, ale treningi stają się dla nas coraz trudniejsze. Nie walki, one są najłatwiejszym elementem tego wszystkiego. Ciało dłużej się regeneruje po treningu. No więc pora się przebranżowić.

Ludzie często pytają Cię, co czujesz, gdy wchodzisz do oktagonu. W Szwecji też o tym wspominałeś. Podobno tylko idiota nie boi się walki.

Tito Ortiz: Tak właśnie jest. W ludziach zawsze jest strach. Przed porażką czy bólem. Dlatego wychodzę z myślą, by opuścić klatkę z uniesionymi rękoma. W samym oktagonie strach mija. Wiem, co mam robić. Muszę pokonać przeciwnika, tyle.

Prowadzisz także młodych zawodników. W jaki sposób do nich docierasz?

Tito Ortiz: Przygotowuję ich mentalnie do walki. Mają ciężko pracować. Muszą zrobić show. Oni to rozumieją.

Czy bycie zawodnikiem MMA to dobra praca?

Tito Ortiz: Świetna. Uczy oddania i poświęcenia. Pokazuje, jak wiele korzyści może przynieść ciężka harówka. Jednak to nie jest łatwe zajęcie. Musisz być mądry, nie możesz być tylko walącym na oślep głupkiem. Musisz ciągle myśleć, jak podejść przeciwnika. Mnie się to udawało.

Co jest łatwiejsze: MMA czy piłka nożna?

Tito Ortiz: Piłka, bo tak nie obrywasz. W MMA mocno dostajesz, to zasadnicza różnica. Jednak ja jestem wielkim fanem piłki nożnej, są tam wspaniali zawodnicy.

W Brazylii MMA zaczyna być równie popularne, jak futbol.

Tito Ortiz: Staje się nawet popularniejsze! W USA też zaczyna przeganiać futbol amerykański, boks, czy wrestling. MMA podbija świat.

Wspomniałeś o wrestlingu. Sam zajmowałeś się krótko tym sportem.

Tito Ortiz: Tak, stoczyłem jedną walkę w TNA. Zawsze oglądałem wrestling i doceniałem za świetne przedstawienia. Jednak zdecydowanie wolę emocje związane z UFC.

Jednym z najbardziej znanych zawodników, który przeszedł z wrestlingu do MMA, jest Brock Lesnar. Co o nim sądzisz? Poza tym, że jest równie kontrowersyjny jak Ty.

Tito Ortiz: On jest świetnym zapaśnikiem. Znakomicie radził sobie jako amator. Na studiach był niesamowity, potem został wrestlerem, by na koniec przejść do UFC, gdzie został mistrzem. To twardziel.

Zakończenie kariery w MMA to w jego przypadku dobra decyzja?

Tito Ortiz: Nie lubił obrywać. Zrozumiał, jak wiele pracy wymaga przygotowanie do walki. To nie to samo co wrestling, gdzie chodzi o show i akrobacje. Tu wszystko dzieje się na serio. Nie ma udawanych ciosów.

To Twoja pierwsza wizyta z UFC w Europie?

Tito Ortiz: Właściwie druga. Byłem już w Londynie. Podoba mi się tu.

Co myślisz o europejskich fanach MMA?

Tito Ortiz: Mają bzika. Nawet nie mogłem zrobić sobie przerwy podczas rozdawania autografów. Przedzierałem się do samochodu i co chwilę pstrykali mi zdjęcia. Ale to fajne uczucie.

To teraz czas na UFC w Europie, w tym i w Polsce.

Tito Ortiz: Dobrze, by UFC było w każdym kraju. By wszyscy zobaczyli to na własne oczy, bo na żywo galę odbiera się zupełnie inaczej niż w telewizji. Wiem o tym, bo choć sam teraz walczę, byłem zwykłym fanem zanim zacząłem karierę. Mam nadzieję, że kiedyś trafimy do Polski.

Jak dużo wiesz o Polsce?

Tito Ortiz: Nic, kompletnie nic.

Może znasz Krzysztofa Soszyńskiego? On walczy w UFC.

Tito Ortiz: Nie widziałem go nigdy.

A Tomasza Drwala?

Tito Ortiz: Jego też nie znam. Chyba są zbyt młodzi.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat MMA przeżyło wielki rozwój. Co się do tego przyczyniło?

Tito Ortiz: Ludzie chcą oglądać w akcji gladiatorów. Od zawsze tak było, np. w czasach Imperium Rzymskiego. Gladiatorzy walczyli ku uciesze fanów. Kiedy na kanale Spike TV pojawił się po raz pierwszy program The Ultimate Fighter, widzowie przekonali się czym jest MMA. Dzięki temu zrozumieli ten sport.

Pojawienie się The Ultimate Fighter było momentem przełomowym?

Tito Ortiz: Tak, bo TUF przyciągnął do UFC tłumy. Każdy chciał oglądać walki. A potem wielu próbowało robić to samo, co my.

Na świecie wielką popularnością cieszą się tzw. freak fights, czyli walki celebrytów. To nie są prawdziwi zawodnicy MMA. Lubisz takie pojedynki?

Tito Ortiz: Teraz UFC jest numerem 1 i tak powinno zostać. Nasza federacja rozwija się bez podobnych atrakcji, przybywa jej kibiców. Zdobywamy świat.

A japońskie MMA?

Tito Ortiz: Tam mają zawodowy wrestling, więc jest to po trochu mieszanina jednego i drugiego. W UFC natomiast dominują zwierzęce instynkty. Tu nie ma żadnego udawania. Nigdy nie wiesz, kto wygra. Ktoś może obrywać, ale założy dźwignię i wygra. Ważne, by kibice wiedzieli o co w tym chodzi.

O Tobie mówią, że jesteś kontrowersyjny. Prawda to?

Tito Ortiz: Jestem. Gadam to, co myślę. Nie boję się głośno mówić prawdy. Nieważne, jakie są tego konsekwencje. Chcę, by kibice wiedzieli o co mi chodzi, by zrozumieli że jestem naturalny.

Rozmawialiśmy już o Tobie i Kenie Shamrocku. Wy robiliście show przed i po walce.

Tito Ortiz: Walkę trzeba sprzedać, wzbudzić zainteresowanie publiczności. Jeśli dowiedziemy, że bardzo się nienawidzimy, ludzie dużo chętniej będą chcieli nas oglądać.

Które miejsce na świecie jest najlepsze dla MMA?

Tito Ortiz: Chyba Las Vegas. Uwielbiam tam walczyć. Zresztą wszędzie, gdzie trafimy, robimy furorę. W Szwecji np. bilety zostały wyprzedane w trzy godziny. 14 tysięcy wejściówek! Może tak samo będzie w Polsce. Za to wszystko największe podziękowania należą się kibicom.

Kiedy Ty zaczynałeś uprawiać ten sport, MMA dopiero raczkowało.

Tito Ortiz: Wtedy to była młoda dyscyplina, jednak bardzo szybko się rozwinęła. The Ultimate Fighter na Spike TV zmienił oblicze tego sportu. Jestem szczęśliwy, że stanowię część UFC. Jestem ikoną i legendą tej dyscypliny. W boksie mają Muhammada Ali'ego, w wrestlingu Hulka Hogana, a w MMA jest Tito Ortiz. Dlatego jestem ważną i wciąż aktywną osobą w UFC.

Przyjaźnisz się z kimś z UFC?

Tito Ortiz: Oczywiście. Z B.J. Pennem, George’em St-Pierre’em... Jednak nie bez powodu akurat z nimi. Walczą bowiem w innych kategoriach wagowych. Natomiast nie kumpluję się z konkurentami. Lubię się z chłopakami z innych wag, często jesteśmy na tych samych spotkaniach z fanami, po walkach zdarza się nam razem gdzieś urwać. Z nimi się przyjaźnię.

Jaka przyszłość czeka MMA? Czy np. zobaczymy w UFC dziesięciominutowe walki?

Tito Ortiz: Teraz obowiązująca formuła jest dobra, nie trzeba jej zbytnio zmieniać. Nie ma zasadniczo żadnych ograniczeń. Chcemy, by MMA było potężniejszą dyscypliną od piłki nożnej. Dana White robi wszystko co może, by tak się to stało, a my jesteśmy mu za to wdzięczni.

Na koniec wspomnijmy jeszcze raz o Twojej następnej, i zarazem ostatniej, walce.

Tito Ortiz: 7 lipca w MGM Grand w Las Vegas walczę z Forrestem Griffinem. Skopię mu tyłek i podniosę ręce w geście triumfu.

Rozmawiał Jacek Adamczyk (Orange sport) w Sztokholmie

Fot.: JAM (MMAnia.pl)

Opublikowano: 2012-05-30

Dodaj komentarz

Możesz używać bbcode - kliknij aby zobaczyć instrukcję.
  • [b]pogrubienie tekstu[/b]
  • [i]pochylenie tekstu[/i]
  • [u]podkreślenie tekstu[/u]
  • [img]link do obrazka[/img]
  • [url]http://jakis-link.pl[/url]
  • [url=http://jakis-link.pl]opis linka[/url]
  • [quote]dowolny cytat[/quote]
  • [quote=ktostam]cytat wybranego użytkownika[/quote]

Zobacz również