Do klatki wchodzi pani z makijażem czy bez?

Nie maluję się na co dzień, więc przed walką też nie. Makijaż robię kilka razy do roku, na specjalne okazje, na przykład na sylwestra.

Po sparingu nie musi pani pudrować twarzy, żeby przykryć siniaki czy otarcia?

Nie, bo przecież nie pracuję w biurze. Jestem instruktorką krav maga, więc w mojej pracy ślady walki na twarzy nikogo nie dziwią. A na ulicy zakładam kaptur na głowę i nic nie widać.

Porównują panią do Giny Carano – jeśli chodzi o wdzięki, i do Cris Santos – jeśli wziąć pod uwagę styl walki. Trafnie?

Polacy już tak mają, że muszą budować takie porównania. Ktoś jest polskim Bradem Pittem, ktoś – Angeliną Jolie… To dla mnie zabawne. Ale jeśli już miałabym się na kimś wzorować, to na Cris Santos. Podoba mi się jej styl walki. Jest bardzo agresywna i wykazuje się wielkimi umiejętnościami.

Słyszy pani czasem: „Taka ładna dziewczyna i taki niebezpieczny sport, po co ci to?”.

Już się nawet do tego przyzwyczaiłam. Zwłaszcza że jestem drobnej budowy: mam 163 centymetry wzrostu i ważę pięćdziesiąt parę kilogramów, co może zmylić. Bywa, że takie pytania ignoruję, jeśli widzę, że rozmówca ma swój pogląd o MMA – że to sport nie dla kobiet. Bo po co gadać do ściany. Każdy ma prawo do własnego zdania i nie wszyscy muszą być fanami kobiecych sportów walki. Ale jeśli ktoś jest otwarty na dyskusję, tłumaczę, że MMA nie jest sportem brutalnym - takim, w którym dwie osoby wchodzą do klatki, a wychodzi jedna.

A nie jest brutalny?

Czasami może to tak wyglądać, ponieważ walczy się w małych rękawicach i "bije leżącego". Ale to taki sport. Kontuzję łatwiej jest złapać choćby w zapasach, czy w boksie, gdzie większość uderzeń przyjmuje się na głowę i dochodzi do mikrourazów mózgu. W MMA ciosy i kopnięcia rozkładają się na wszystkie płaszczyzny, też trzeba uważać, by na przykład nie przeciągnąć dźwigni. Zdarzają się otarcia, podbite oczy, skręcone kostki. Ja mam najczęściej… powyrywane włosy. Liczę się z takimi rzeczami, bo zdecydowałam, że będę walczyć, więc nie ma co narzekać.

Na ból też pani nie narzeka?

W czasie walki nic nie czuję. Dopiero, kiedy emocje miną, odczuwam skutki pojedynku, ale i to przechodzi.

Jak pani trafiła na trening?

Najpierw, kiedy miałam szesnaście lat, zapisałam się na krav maga. Chciałam uprawiać jakiś sport, kolega doradził właśnie krav magę, mówiąc, że to taka typowa samoobrona i powinno mi się spodobać.

Użyła pani kiedyś swoich umiejętności na ulicy?

Nie zdarzyło mi się. Ale krav maga stała się moim źródłem utrzymania. Już po pierwszych zajęciach wiedziałam, że „to jest to”, byłam zdeterminowana, żeby ćwiczyć. Po kilku latach zrobiłam uprawnienia instruktorskie i teraz uczę innych.

To skąd się wzięło MMA?

Kiedy sama zaczęłam prowadzić zajęcia, poczułam, że brakuje mi codziennego treningu. Zrobiłam wprawdzie kurs skoków ze spadochronem, kurs kaskaderski, nurkowania, ale to nie było „to”. Chciałam być lepszym instruktorem i trenować coś jeszcze, i tak cztery lata temu trafiłam do klubu Gracie Barra Łódź na treningi MMA. Teraz przygotowuję się do gali KSW 21, która odbędzie się 1 grudnia. Chcę wygrać.

Ciężko pani trenuje przed walką?

W połowie mijającego tygodnia w ogóle przestałam. Już w ubiegłym tygodniu „schodziłam z obrotów”, łapałam świeżość i szybkość. Ale zwykły dzień mam wypełniony sportem. Wstaję około godziny 7 – 8 i idę na trening. Wracam, jem obiad i potem prowadzę zajęcia z krav maga, a na koniec dnia mam drugi trening.

Stosuje pani jakąś specjalną dietę?

Jestem wegetarianką. Najpierw, jeszcze w liceum, przez kilka lat nie jadłam mięsa, potem wróciłam do zwykłej diety. A od jakichś dwóch lat znów z mięs jadam tylko ryby. I muszę powiedzieć, że czuję się z tym lepiej – lżej, a jednocześnie mam więcej energii.

Sparingi ma pani i z mężczyznami, i z kobietami. Jaka jest różnica?

Kobiety mocniej biją. Mężczyźni są silniejsi, to normalne, ale w sparingach ze mną nie wkładają w uderzenie całej siły. Czasem trener musi wręcz na nich krzyczeć, żeby mocniej bili. Ale oni mają opory na przykład przed mocnym uderzeniem kobiety w twarz. Dziewczyny nie oszczędzają swoich przeciwniczek.

Najbliższy cel to sobotnia gala. A dalsze?

Chciałabym wygrać cały turniej KSW. Następnie spróbować swoich sił za oceanem. I móc żyć z MMA, bo na razie się nie da.

A co, kiedy skończy pani karierę?

Na sportowej emeryturze chciałabym zwiedzać świat. Jak Martyna Wojciechowska.

Źródło: Orange.pl