Korzystając ze strony akceptujesz politykę cookies.

reklama

Skąd się biorą fighterzy? A choćby stąd!

skad-sie-biora-fighterzy-a-chocby-stad

Georges St-Pierre, Andy Hug, Lyoto Machida, Semme Schilt. Co mają ze sobą wspólnego ci panowie? Osoby zainteresowane sportami walki odpowiedzą bez namysłu: świetni fighterzy, gwiazdy, mistrzowie.

Oczywiście będą mieli rację. Każda z tych postaci ma już zapewnione miejsce na kartach historii opisujących zmagania dzisiejszych wojowników. Jest jednak coś jeszcze. Z pozoru mało istotny drobiazg, który pozwala sądzić, że są ulepieni z tej samej gliny co dziesiątki tysięcy malców, którzy co dnia wpadają z wrzaskiem na sale gimnastyczne szkół, klubów sportowych, domów kultury czy pomieszczeń udostępnionych w remizach.

KARATE.

Każdy z wymienionych kiedyś, po raz pierwszy zetknął się za sportami walki. Jakie były te początki?

KARATE.

Dzisiaj to słowo kojarzy się bardzo różnie. Ludziom troszkę starszej daty przychodzi do głowy Bruce Lee i film Wejście Smoka. Od premiery, którego zaczęło się w Polsce szaleństwo związane z dalekowschodnimi sztukami walki.

Co ciekawe, Bruce propagował swoją, autorską szkołę walki Jeet Kune Do. Szkoła ta bardzo mocno dystansowała się od tradycyjnego karate, ale w Polakach Lee wzbudził miłość do czegoś co krytykował:

KARATE.

Nastolatkom karate kojarzy się często zabawnie: pidżamki dla dzieciaków lub dziwnych panów, którzy dużo krzyczą, machają rękoma i nogami w powietrze, robią jakieś kata i z niewidomych przyczyn nie chcą bić się po głowie. A przecież wiadomo: MMA rządzi. Ewentualnie Muay Thai lub Brazylijskie Jiu Jitsu.

Nikt nie zastanawia się, że każdy z wojowników, których dzisiaj oglądamy na wielkich galach MMA był kiedyś dzieckim. Nie od razu miał świetną stójkę, sprowadzenia czy gound & pound. Bo jakoś trudno sobie wyobrazić sześciolatka, który zakłada ochraniacz na zęby, owija dłonie bandażem i wychodzi na matę łamać rówieśnikom szczęki, przeciągać balachy, ukręcać kolana, dusić do utraty przytomności.

Tak przynajmniej ja to widzę. Choć swego czasu zdziwiłem się, gdy na jednym z forów sportowych dumny tatuś chwalił się swoimi sukcesami w BJJ, ale szczególnie był dumny z technik kończących, które znakomicie wychodziły jego... czteroletniemu synowi. Nie docierało do niego, że daje maluchowi do ręki bardzo niebezpieczne narzędzia i prowokuje zagrożenia dla przedszkolnych kolegów syna.

Nie był w stanie zrozumieć, że uczenie czterolatka duszeń może doprowadzić do nieszczęścia, nawet podczas niewinnej zabawy.

Ale nie o tym miało być. Miało być o tym, jak skutecznie i bezpiecznie zaszczepić maluchy sportami walki. Sprawa wygląda tak, że najwięksi wojownicy dzisiejszych czasów gdzieś kiedyś zaczynali swoją przygodę ze sportami walki. Pewnie nawet czasem rozpłakali się cichutko, bo trener zbyt głośno krzyczał. Część z nich, jak wspomniani na początku panowie, zaczynała właśnie od karate, które w dobie olbrzymiej popularności MMA i innych pełnokontaktowych formuł wydaje się mało praktyczne, wręcz archaiczne, niepotrzebne.

Kto się z tym zgadza, ręka do góry! Ja NIE. Dlaczego ? Od lat mam przyjemność obserwować kilka sekcji karate kyokushinpochodnego: Oyama, Shin, Enshin i dochodzę do wniosku, że tam dzieją się rzeczy magiczne. Setki, a nawet tysiące dzieciaków biegają na treningi. Bez proszenia, namawiania, zanęcania. Nie ma tam PS 3, TV, komputera. Chodzą, bo jest fajnie, choć bolą wszystkie mięśnie.

Tydzień temu widziałem na warszawskim Bemowie egzamin dla dzieciaków 7-9 lat i byłem zachwycony zaangażowniem tych "krasnali". Był stres, były łzy, nie wszystko wychodziło jak trzeba, ale nikt się nie poddawał.

Senseiowie byli surowi, ale i potrafili pochwalić żeby zmobilizować, gdy przychodził kryzys. 200. skrzatów w "pidżamkach" dawało z siebie wszystko. Zdali i wrócą na treningi we wrześniu. Kto wie czy wśród nich nie ma następcy GSP lub Andy'ego Huga. Każdy gdzieś zaczynał.

No i czas na odrobinę prywaty w postaci podziękowań za świetną robotę, jaką z małymi karatekami robią ludzie z warszawskiego ośrodka Enshin. Szczególne pozdrowienia dla senseia Bartka, który prowadzi zajęcia na ul. Redutowej.

Trzymajcie tak dalej.

OSU. POLEK

Opublikowano: 2012-07-03

Komentarze

av

A dorośli? No tak teraz jest moda na superszybkie kursy sztuk walki . "pochodzę" na MMA 3 miesiące i już będę świetnym fighterem - myślą.. Albo na pojawiające się co raz to nowe "świetne systemy" typu Street fighting, real combat bombat, system 854 street srajting majting. Uliczna walka? kto teraz sie bije na ulicy? bicie jest na wiejskich lub, słabo chronionych dyskotekach lub tez na meczach piłkarskich przez kiboli, którzy maja ze sobą gadzety typu siekiera , maczeta , bejsbol i jest ich wielu. Nic tu Boże nie pomoże, a pijaczka na ulicy można ubić packą na muchy. Czyli wygląda to tak - jak szybko się czegoś nauczyć i zapłacić kupę kasy za iluzje. Otoż wszystkie te cudowne systemy oparte są na klasycznych stylach znanych już od bardzo dawna prawie każdemu np: Karate , Judo, Ju - Jitsu. A MMA to przecież w wolnym tłumaczeniu pomieszane sztuki walki. A widzi ktoś tutaj klasyczne sztuki walki. Przeważnie walka wygląda jak zapasy, Trochę nieudolnych uderzeń w parterze ( jakoś dziwnym trafem rzadko czysto trafianych) i dźwigni które udają się jedynie dlatego że ten drugi się zmęczył. W stójce jest mało walk, bo najprościej zejść do parteru i się poprzytulać..bo po paru razach zadanych i otrzymanych już się zmęczyli.. no niby to taktyka tak bo tego "stójkowca" trzeba do parteru a tego 'parterowca' trzeba w stójce.. w rezultacie wieje nudą bo zawsze kończy się na dole. Ogólnie fajnie wygląda jak trenują ale w walkach już nie ma finezji. To jest poprostu kolejna medialna maszynka do zarabiania pieniędzy..

Dodaj komentarz

Możesz używać bbcode - kliknij aby zobaczyć instrukcję.
  • [b]pogrubienie tekstu[/b]
  • [i]pochylenie tekstu[/i]
  • [u]podkreślenie tekstu[/u]
  • [img]link do obrazka[/img]
  • [url]http://jakis-link.pl[/url]
  • [url=http://jakis-link.pl]opis linka[/url]
  • [quote]dowolny cytat[/quote]
  • [quote=ktostam]cytat wybranego użytkownika[/quote]

Zobacz również